Kardynał Danneels przyznaje: Klub „mafijny” obalił Benedykta XVI, aby Kościół stał się „znacznie nowocześniejszy”
ROBERTA SPENCERAPrzypomniałem sobie o tym wszystkim niedawno, gdy czytałem wydanie profesora Theodore’a Khoury’ego (Münster) części dialogu, jaki prowadził – być może w 1391 roku w zimowych koszarach pod Ankarą – uczony cesarz bizantyjski Manuel II Paleolog z wykształconym Persem na temat chrześcijaństwa i islamu oraz prawdziwości obu. Przypuszczalnie sam cesarz spisał ten dialog podczas oblężenia Konstantynopola w latach 1394–1402; i to wyjaśniałoby, dlaczego jego argumenty są przedstawione bardziej szczegółowo niż argumenty jego perskiego rozmówcy. Dialog obejmuje szeroki zakres struktur wiary zawartych w Biblii i Koranie, a szczególnie zajmuje się obrazem Boga i człowieka, jednocześnie nieuchronnie powracając wielokrotnie do relacji między – jak je nazywano – trzema „Prawami” lub „zasadami życia”: Starym Testamentem, Nowym Testamentem i Koranem. Nie mam zamiaru omawiać tej kwestii w niniejszym wykładzie; tutaj chciałbym poruszyć tylko jedną kwestię – raczej marginalną w kontekście całego dialogu – która w kontekście zagadnienia „wiary i rozumu” wydała mi się interesująca i która może posłużyć jako punkt wyjścia do moich rozważań na ten temat.
W siódmej rozmowie, zredagowanej przez profesora Khoury'ego, cesarz porusza temat świętej wojny. Cesarz musiał wiedzieć, że sura 2256 brzmi: „Nie ma przymusu w religii”. Według ekspertów jest to jedna z sur z okresu wczesnego, kiedy Mahomet był jeszcze bezsilny i zagrożony. Oczywiście cesarz znał również instrukcje dotyczące świętej wojny, opracowane później i zapisane w Koranie. Nie zagłębiając się w szczegóły, takie jak różnica w traktowaniu posiadaczy „Księgi” i „niewiernych”, zwraca się do swojego rozmówcy z zaskakującą szorstkością, szorstkością, którą uważamy za niedopuszczalną, w odniesieniu do centralnego pytania o związek religii z przemocą w ogóle, mówiąc: „Pokaż mi, co Mahomet przyniósł nowego, a znajdziesz tam jedynie rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego nakaz szerzenia mieczem wiary, którą głosił”. Cesarz, po tak stanowczym wyrażeniu się, szczegółowo wyjaśnia powody, dla których szerzenie wiary przemocą jest czymś nierozsądnym. Przemoc jest niezgodna z naturą Boga i naturą duszy. „Bóg” – mówi – „nie ma upodobania w krwi – a nierozsądne postępowanie jest sprzeczne z naturą Boga. Wiara rodzi się z duszy, a nie z ciała. Kto chce kogoś doprowadzić do wiary, musi umieć dobrze przemawiać i rozumować, bez przemocy i gróźb… Aby przekonać rozumną duszę, nie potrzeba silnego ramienia ani jakiejkolwiek broni, ani żadnego innego środka grożącego śmiercią…”
Decydującym stwierdzeniem w tym argumencie przeciwko nawracaniu przemocą jest to, że działanie niezgodne z rozumem jest sprzeczne z naturą Boga. Redaktor, Theodore Khoury, zauważa: „Dla cesarza, jako Bizantyjczyka ukształtowanego przez filozofię grecką, stwierdzenie to jest oczywiste. Jednak w nauczaniu muzułmańskim Bóg jest absolutnie transcendentny. Jego wola nie jest związana żadną z naszych kategorii, nawet racjonalnością”. Khoury cytuje tutaj dzieło znanego francuskiego islamisty R. Arnaldeza, który wskazuje, że Ibn Hazn posunął się tak daleko, że stwierdził, iż Bóg nie jest związany nawet własnym słowem i że nic nie zobowiązałoby go do objawienia nam prawdy. Gdyby taka była wola Boża, musielibyśmy nawet praktykować bałwochwalstwo. Od tych uczciwych, trafnych i starannie uzasadnionych obserwacji następuje szybkie i nagłe przejście do adhortacji apostolskiej (anty)papieża Franciszka Evangelii Gaudium z 24 listopada 2013 r.:
Aby podtrzymać dialog z islamem, niezbędne jest odpowiednie szkolenie wszystkich zaangażowanych, nie tylko po to, by mogli oni solidnie i radośnie utwierdzić się we własnej tożsamości, ale także po to, by potrafili uznać wartości innych, docenić troski leżące u podstaw ich żądań i rzucić światło na wspólne przekonania. My, chrześcijanie, powinniśmy z miłością i szacunkiem przyjmować muzułmańskich imigrantów przybywających do naszych krajów, tak samo jak mamy nadzieję i prosimy o to, byśmy byli przyjmowani i szanowani w krajach o tradycji islamskiej. Proszę i pokornie błagam te kraje o zapewnienie chrześcijanom wolności kultu i praktykowania swojej wiary, w świetle wolności, jaką cieszą się wyznawcy islamu w krajach zachodnich! W obliczu niepokojących epizodów brutalnego fundamentalizmu, nasz szacunek dla prawdziwych wyznawców islamu powinien prowadzić nas do unikania nienawistnych uogólnień, ponieważ autentyczny islam i właściwa interpretacja Koranu sprzeciwiają się wszelkim formom przemocy. I jeszcze więcej bzdur z przemówienia Franciszka do Kongresu z 24 września 2015 r.: Nasz świat staje się coraz bardziej miejscem gwałtownych konfliktów, nienawiści i brutalnych okrucieństw, popełnianych nawet w imię Boga i religii. Wiemy, że żadna religia nie jest odporna na formy indywidualnych urojeń czy ekstremizmu ideologicznego.
A ponieważ katolicy w USA żywią tak przesadny i niemal bałwochwalczy szacunek dla papiestwa, godzą się na to bez trudu: jeśli papież jest lewicowym multikulturalistą, który ukrywa naturę islamu i zagrożenie dżihadem, cóż, oni też. Nawet ci, którzy zdają sobie sprawę, że to nie tylko nonsens, ale samobójczy nonsens, boją się cokolwiek powiedzieć z „szacunku” dla papieża i jego urzędu. Konferencja Biskupów Katolickich USA, pełna słabych i nieodpowiedzialnych liberałów z limuzyn, takich jak Robert McManus, Kevin Farrell i Jaime Soto, od lat jest organem ustnym skrajnej lewicy, a dziś chętnie popiera daremne, naiwne i błędne zaangażowanie Franciszka w „dialog” z Religią Pokoju, nawet za cenę pozostawienia chrześcijan Bliskiego Wschodu ich losowi i aktywnej pracy na rzecz uciszenia tych, którzy sprzeciwiają się tym prześladowaniom. Jest tak bezwzględny i wytrwały, jak żaden inny organ inkwizycji w wykorzenianiu nawet najmniejszego publicznego sprzeciwu wobec ich stanowiska w stylu: „Islam jest religią pokoju, a dialog rozwiąże wszystko, więc zamknij się i nie mów nic o prześladowanych chrześcijanach”.
I tak dzisiejsza hierarchia Kościoła katolickiego otwiera bramy Zachodu tym, którzy chcieliby go zniszczyć i zabić, nawrócić lub podporządkować sobie jego lud. Najwyraźniej jestem bardzo złym katolikiem, ponieważ uważam to wszystko za obrzydliwość. Ludzie boją się krytykować biskupów ... Ale zgoda na zło, ponieważ biskup zgodził się na zło, nie jest ani prawdziwą miłością bliźniego, ani prawdziwym posłuszeństwem.
Kościół mógł i powinien był być głosem prawdziwie charytatywnej odpowiedzi na zagrożenie dżihadem i stanowczą obroną wartości swojej cywilizacji . Zamiast tego Danneels i jego poplecznicy rządzą i mają swojego człowieka w Watykanie, a tchórzostwo i ustępstwa są podawane jako „miłosierdzie”, podczas gdy księża mówią nam, żebyśmy się „nie bali”, podczas gdy oni kulą się ze strachu i drżą ze strachu w swoich wygodnie urządzonych probostwach, gotowi zrobić wszystko, by udobruchać dżihadystów i zyskać kilka minut więcej ich nędznego życia.
„Kardynał Danneels przyznaje się do przynależności do klubu „mafijnego” przeciwstawiającego się Benedyktowi XVI” – artykuł Edwarda Pentina, National Catholic Register , 24 września 2015 r.
Kolejne poważne obawy budzi kwestia kardynała Godfrieda Danneelsa, jednego z delegatów papieskich wybranych do udziału w zbliżającym się Zwyczajnym Synodzie o Rodzinie, po tym jak emerytowany arcybiskup Brukseli przyznał w tym tygodniu, że należał do radykalnej „mafijnej” grupy reformatorskiej sprzeciwiającej się Benedyktowi XVI. W tym tygodniu ujawniono również, że kiedyś napisał list do rządu Belgii, w którym opowiadał się za ustawodawstwem dotyczącym „małżeństw” osób tej samej płci, ponieważ kładło ono kres dyskryminacji grup LGBT.
Kardynał znany jest już z tego, że w 1990 r. doradził królowi Belgii podpisanie ustawy aborcyjnej, a także z tego, że nakazał ofierze nadużyć seksualnych ze strony duchownego milczenie oraz z tego, że odmówił zakazania używania pornograficznych materiałów „edukacyjnych” w belgijskich szkołach katolickich. Powiedział też kiedyś, że „małżeństwa” osób tej samej płci to „pozytywny rozwój”, choć starał się odróżnić taki związek od kościelnego rozumienia małżeństwa.
Jak wynika z mającej się wkrótce ukazać autoryzowanej biografii kardynała, której współautorami są Jürgen Mettepenningen, były rzecznik następcy kardynała Danneelsa, arcybiskupa André Josepha Leonarda, oraz Karim Schelkens, historyk Kościoła i teolog, kardynał wyraził zadowolenie ze zniknięcia „dyskryminacji” wobec par LGBT po uchwaleniu w 2003 r. ustawy zezwalającej na „małżeństwa” osób tej samej płci.
Autorzy biografii, która ma zostać opublikowana 29 września, ujawniają, że kardynał napisał list 28 maja 2003 r. do ówczesnego premiera Belgii Guya Verhofstadta, który w tym czasie tworzył swój drugi rząd. W liście kardynał pochlebnie wyraził się o „jednym z ostatnich osiągnięć pierwszych rządów Verhofstadta, czyli zatwierdzeniu statutu prawnego regulującego stabilny związek między partnerami tej samej płci”. Rząd Verhofstadta wprowadził w Belgii „małżeństwa” osób tej samej płci w 2003 roku.
„Chciał położyć kres dyskryminacji między heteroseksualnymi małżonkami a homoseksualnymi osobami w długotrwałych związkach” – piszą dwaj autorzy biografii. „Nie powinno jednak być wątpliwości co do stosowania terminu „małżeństwo”.
Zapytany o list, Verhofstadt powiedział, że go nie pamięta, ale dodał: „Nigdy nie miałem żadnych problemów z kardynałem. Nasze relacje były dobre”. Pod przywództwem Verhofstadta, w latach 1999–2007, rząd belgijski wprowadził nie tylko małżeństwa osób tej samej płci, ale także ustawy o eutanazji, eksperymentach na ludzkich embrionach i zapłodnieniu in vitro.
Pomimo słabej reputacji belgijskiego Kościoła w sprzeciwie wobec tych praw oraz faktu, że kraj ten jest znacznie mniejszy od wielu państw afrykańskich, które mają tylko jednego delegata, kardynał Danneels, mający 82 lata, będzie jednym z trzech belgijskich duchownych, którzy wezmą udział w synodzie w październiku.
Watykan umieścił go na drugim miejscu pod względem ważności spośród 45 delegatów osobiście wybranych przez (anty) papieża Franciszka do udziału w nadchodzącym spotkaniu. Uczestniczył również w 2014 r. w Nadzwyczajnym Synodzie Biskupów jako delegat papieski.
Podczas premiery książki w Brukseli w tym tygodniu kardynał powiedział , że należy do tajnego klubu kardynałów sprzeciwiających się papieżowi Benedyktowi XVI.
Nazwał go klubem „mafijnym” o nazwie St. Gallen. Grupa dążyła do drastycznej reformy Kościoła, aby uczynić go „znacznie bardziej nowoczesnym”, a na jej czele stanął kardynał Jorge Bergoglio. Grupa, w skład której wchodzili również kardynał Walter Kasper i nieżyjący już jezuita kardynał Carlo Maria Martini, została udokumentowana w biografii (anty)papieża Franciszka autorstwa Austena Ivereigha pt. „ The Great Reformer”.
jihadwatch.org/…-down-benedict-xvi-to-make-church…, DLACZEGO LAWENDOWA MAFIA WYBRAŁA ROBERTA PREVOSTA?, Wywiad z Julią Meloni: „Nazwa, program i …