V.R.S.

Kapłani niezłomni - Ojciec Roger Tomasz Calmel OP (1)

Był maj Roku Pańskiego 1914. Europie pozostały ostatnie miesiące. Pontyfikatu papieża Piusa X i pokoju. Pokoju dziwnego, zwłaszcza we Francji, przez którą przetaczały się co jakiś czas kolejne fale rewolucji, w której szerzyły się ideologie masońskie, silionizm, liberalizm, modernizm. Zarazem była to Francja Rue du Bac, Lourdes i La Salette. Ekspiacyjnej bazyliki Sacre Coeur i beatyfikacji Joanny d’Arc. Proboszcza z Ars, Tereski od Dzieciątka Jezus, męczenników koreańskich i Marii Alfonsa Ratisbonne.

W lesistych zakątkach Akwitanii nie odczuwało się napięcia przed Wielką Wojną. Rzeczka Lemance leniwie sączyła swe wody, zmierzając do rzeki Lot, która z kolei wpadała do Garonny zasilającej Atlantyk w rejonie Bordeaux. Położone nad Lemance Sauveterre nie wyróżniało się niczym szczególnym. Miejscowy zamek został spalony podczas „Wielkiej Rewolucji”. Skromny, kamienny kościół św. Bartłomieja łączył średniowieczną absydę prezbiterium z XIX-wieczną nawą. Tu właśnie pani Heloiza Calmel ochrzciła 13 maja wspomnianego roku swojego syna, który otrzymał imię Roger. Rodzina była pobożna i uboga, matka cierpiała na problemy z sercem. Ojciec -Mateusz znalazł się w wojsku, choć choroba uniemożliwiła mu walkę na froncie. Tęsknił za rodziną, o czym świadczą listy, wyrażające też ufność do Boga że sprawi by znów się połączył z bliskimi. W roku 1916 urodził się brat Rogera Jan a po zakończeniu wojny jeszcze dwie siostry. Samą wojnę, czy raczej wielką rzeź mieszkańców Europy, wciąż jeszcze w znacznym stopniu chrześcijańskich, Roger Calmel skomentował pół wieku później tak: „było obowiązkiem ‘ludzi dobrej woli’ i kapłanów ukazanie chrześcijańskiego oblicza tak wielu ofiar oraz oskarżenie systemu, który stał u podstaw tych rzezi. Państwowy jakobinizm, który został narzucony Francji i po części większości innych krajów przez Rewolucję 1789 roku, totalitarna koncepcja Państwa umożliwiła powszechny pobór, mobilizację całych narodów i bezprecedensową liczbę zabitych. Wszystko to byłoby nie do pomyślenia pod rządami monarchii chrześcijańskiej”. W roku 1975 tak pisał o ofiarach Wielkiej Wojny (op. cit): „wyjdźmy poza halucynację wrażenia wielkiej rzezi, pomyślmy z wiarą jak blisko każdego z nich był Chrystus (…) Kara Boża, odwiedziny przez miłosiernego Boga, heroiczna ofiara dla kraju, lecz dla wielu wyraźnie chrześcijańska ofiara (…) Opór w Verdun powinien skutkować utworzeniem instytucji życia i porządku nie kłamstw i rozkładu. Gdyby tak było opór w Verdun zaowocowałby pewnym doczesnym wybawieniem. Jednak tak się nie stało. Rewolucyjna republika ukradła heroizm setkom tysięcy młodych ludzi, lecz Pan Bóg go przyjął. Uczynił go owocnym dla ich wiecznego zbawienia oby raczył sprawić by przyniósł doczesną odnowę naszej ojczyzny.”

Rodzina małego Rogera Calmela rozdzielona przez Wielką Wojnę znów szczęśliwie się połączyła. Dla dorastającego Rogera nagrodą po ciężkim dniu pracy w polu były spotkania z sąsiadami kiedy opowiadano sobie wspaniałe historie. Niestety ów zwyczaj zaczął wkrótce podupadać a do wioski Gagnol gdzie mieszkali, położonej ok. 3 km na pn. wschód od Sauveterre, zaczęły przedostawać się nowe obyczaje. Rodzina Calmelów była jednak głęboko katolicka. Jednym z miejsc, które znaczyły dzieciństwo Rogera było położone ok. 30 km na pd. zachód od Gagnol, na wzgórzu nad rzeką Lot sanktuarium Notre-Dame de Peyragude. Pierwsza kaplica pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny stanęła na tamtejszej skale przy zamku już około roku 1000. Na początku XIII wieku region został opanowany przez herezję albigenską i w roku 1212 wojska Szymona de Montfort obległy Penne-d’Agenais. W rezultacie walk i zamek, i kaplica uległy zniszczeniu. Sanktuarium ostało odbudowane w XIV wieku, przy wsparciu papieża Grzegorza XI, wówczas jeszcze rezydującego w Awinionie. W roku 1563 zniszczyli je hugenoccy protestanci. Znów przez stulecie kaplica stała zrujnowana – dopiero w roku 1653, gdy okolicę pustoszyła zaraza, jej mieszkańcy ślubowali odbudować sanktuarium i odbywać tu coroczne procesje na święto Wniebowzięcia. Ich modlitwy zostały wysłuchane i mór ustał. Słowa dotrzymali. W roku 1794 pachołkowie “wielkiej rewolucji” i nowego porządku świata zburzyli kościółek, choć figura Matki Bożej ocalała. W roku 1849 odbudowano kaplicę a w roku 1897 arcybiskup Bordeaux położył kamień węgielny pod budowę dużego kościoła. Został on jednak ukończony dopiero w 1949 roku.

Mały Roger uczęszczał oczywiście wraz z rodziną w niedziele do kościoła św. Bartlomieja w Sauveterre, gdzie był chrzczony. Jak wspominał na początku pięciokilometrową trasę (czyli w obie strony 10 km) pokonywano pieszo, potem rowerem. Uczył się w szkole parafialnej w Sauveterre. Już jako kilkunastolatek czuł powołanie. Chciał budować kaplice, zostać misjonarzem. W roku 1926 biskup Agen, w kościele w Saint-Front-sur-Lemance udzielił mu sakramentu Bierzmowania. W tym samym roku ukończył szkołę podstawową. Za radą kapłana z Sauveterre wstąpił do niższego seminarium duchownego diecezji Agen, gdzie przebywał do roku 1933 i wyróżniał się pilnością oraz zapałem do nauki. W roku 1933 uzyskał licencjat z filozofii. W tym też czasie zapoznał się z tomistycznymi dziełami Jacquesa Maritaina, który miał wkrótce stworzyć ideologiczne i filozoficzne podstawy posoborowego Kościoła w swej, przetłumaczonej przez Gianbattistę Montiniego na włoski książce „Humanizm integralny”. Na jesieni tego samego roku 1933 Roger Calmer wstąpił do wyższego seminarium duchownego Piusa XI w Tuluzie. Trzeźwo oceniał sprawę Karola Maurrasa (por. więcej): „Odrzucił wiarę, choć uważał że odnowa Francji może nastąpić jedynie na sposób chrześcijański. Bez wiary nie będzie Francji. Myśli tak, wie to, ale tego nie powie. Nie jest to myśl żywotnie chrześcijańska”. Równie trzeźwo oceniał skutki całej sprawy w postaci wykorzystania przez stronę masońską potępienia Akcji Francuskiej.

Latem roku 1936 Roger Calmel postanowił wstąpić do Zakonu Kaznodziejskiego. Jak potem wspominał ta niespodziewana decyzja była owocem komunistyczno-masońskiej rewolucji w Hiszpanii i męczeństwa tamtejszych dominikanów. Idąc w ślady św. Dominika zapukał do nowicjatu zakonnego w Tuluzie, skąd trafił do konwentu Saint-Maximin w Prowansji, gdzie kontynuował naukę. Śluby wieczyste złożył 1 listopada 1940 roku a kilka miesięcy później – 29 marca Roku Pańskiego 1941 w Tulonie otrzymał święcenia kapłańskie. W międzyczasie Francja po krótkiej kampanii wiosennej została pokonana przez Niemcy Hitlera.

W następnych latach o. Calmel był wysyłany by pełnić posługę kaznodziejską w różnych miejscach m.in. do Montgiscard, Saint-Gilles du Gard, Erce i Brignoles. „Wyzwolenie” w roku 1944 nie przyniosło katolikom wytchnienia (por. np.) Po wojnie, w grudniu 1945 roku, o. Calmel trafił do konwentu św. Łazarza w Marsylii. Tworzył się tam ruch prekursorów tzw. “księży robotników”, którzy mieli ostentacyjnie okazywać solidarność z ludźmi pracy. Mission de France skupiała księży skłaniających się ku modernizmowi i lewicowym, wręcz marksistowskim ideom. Już na wiosnę następnego roku przez Marvejols o. Calmel wrócił do Tuluzy. Podjął wówczas współpracę z tomistycznym czasopismem La Revue Thomiste. W następnych latach prowadził rekolekcje w różnych miejscowościach oraz posługiwał podczas pielgrzymek. Miał poczucie że wielkie autorytety dominikańskie nie rozpoznały właściwie zagrożeń epoki. O o. Lagrange mówił że nie czuł on przewrotności modernizmu, powagi jego błędów i zła jakie przynosił duszom oraz nie miał trzeźwej wizji kryzysu Kościoła. Dostrzegał również bezradność w obliczu współczesnych błędów a nawet chęć pojednania z nimi – swoistym papierkiem lakmusowym był tu jezuita Teilhard de Chardin i jego błędne teorie, które szerzyły się po klasztorach i seminariach. W samym Zakonie Kaznodziejskim na czele „postępu” kroczyli ojciec Maria Dominik Chenu oraz ojciec Iwo Congar (por. cykl). Całość można było podsumować jako chęć zajęcia przez człowieka miejsca należnego Bogu.

W roku 1948 o. Calmel został spowiednikiem i kierownikiem duchowym dominikanek z Tuluzy, dla których napisał nowe konstytucje. W kazaniu z grudnia 1950 roku dla sióstr przepowiadał: „rosnące ryzyko ruiny naszej cywilizacji nie przestaje głęboko nas poruszać (…) Świat staje się wielkim i zorganizowanym zgorszeniem, sromotą, nieludzką grozą (…) Zbliża się Wielki Piątek i godzina sił ciemności. (…) Temu, który powiedział: kochaj i rób co chcesz oraz wszystko współdziała z tymi co miłują Boga, nawet grzech, Pan może kazać umrzeć w Hipponie oblężonej przez Wandalów.”

W październiku roku 1954, po interwencjach postępowych kręgów, o. Calmel został zwolniony z funkcji opiekuna duchowego dominikanek a nowe konstytucje porzucono. O. Calmela wysłano do Madrytu. Wrócił do Francji w roku 1957, w którym zmarła jego matka Heloiza, i skierowano go do Sainte-Baume, gdzie znajdowała się grota św. Marii Magdaleny, do której ongiś pielgrzymowali święty król Ludwik i święta Brygida. W roku 1790 sanktuarium splądrowali rewolucjoniści, zaś w roku 1793 podpalili je i zniszczyli. Miejscowi księża postawili tu na nowo ołtarz, zbezczeszczony ponownie podczas tzw. stu dni Bonapartego. W tym czasie o. Calmel nawiązał też współpracę z czasopismem Itineraries i Janem Madiranem, z którym spotykał się m.in. w klasztorze benedyktyńskim w Fontgombault.

W listopadzie roku 1958 o. Calmela skierowano do Montpellier, gdzie przebywał „czerwony dominikanin” Jan Carbonnel ale i inni bracia żyli w nastroju wielkich zmian. Nowinki obejmowały sprzyjanie ekumenizmowi, egzystencjalizmowi a nawet komunizmowi. O. Calmel znalazł się jak pośród obcych. Śmierć Piusa XII w październiku tego roku spowodowała że ojcowie Chenu i Congar oraz im podobni, już wcześniej śmiało sobie poczynający mimo obiekcji Rzymu, które zaowocowały m.in. encykliką Humani generis (1950), przystąpili do zorganizowanej akcji.

Pod koniec 1959 o. Calmel zdecydował się pojechać ponownie do Sainte-Baume. W swoich tekstach stawał w obronie Kościoła jako Mistycznego Ciała Chrystusa m.in. w polemice z Karlem Rahnerem, który oddzielał organizację Kościoła od bliżej nieokreślonej, niewidzialnej „wspólnoty miłości”. O. Calmel zauważał że Kościół nie jest podzielony, nie jest też niewidzialny – znakiem wspólnoty Kościoła są Sakramenty Święte, a wynikiem jej działania określona forma cywilizacji. Rahner zmierzał do wykazania przynależności do wspólnoty zbawionych w Chrystusie osób nie należących do widzialnego Kościoła. O. Calmel odpowiadał że jeśli dana osoba posiada pragnienie Chrztu, staje się przez chrzest pragnienia członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa *).

Zagrożenia piętrzyły się. Jak dostrzegał o. Calmel obok działania instytucji przeciwnych prawu naturalnemu istniało zagrożenie zatrucia dialektyką czy tą komunistyczną, czy tą wychodzącą jeszcze z XVIII-wiecznych kół „oświeceniowych”. Obok pisania artykułów dalej występował jako kaznodzieja w różnych miejscowościach francuskich, prowadził pielgrzymki katolików m.in. do Lourdes oraz wykłady. W listopadzie roku 1960 został przeniesiony z Sainte-Baume do Biarritz. W kazaniu na pierwszą niedzielę Adwentu tego roku mówił braciom o dniach niepokoju, zgorszenia i apostazji, o złu działającym w ludziach i wokół nich, o antychryście, o tym by nie ulegali złudzeniom. W roku kolejnym zauważał że w miarę jak ludzkość zbliża się do końca czasów, diabeł doskonali swe metody by wieść ją na manowce. Na wiosnę 1962 roku przyszło mu zająć się popularnymi wówczas tezami Teilharda de Chardin. Wskazywał że autor pomija iż nie ma prawdziwej religii bez prawdziwej i jedynej Ofiary – ofiary Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Rozumiał pokusę pójścia w propozycję utworzenia jednego frontu postępu ludzkości, zjednoczenia jej sił – chrześcijańskich i niechrześcijańskich. Rozumiał jednocześnie że tego typu cel wymaga stworzenia wspólnej podstawy ideologicznej: „wspólnego credo wolnomyślicieli i wiernych, chrześcijan i niechrześcijan”. Owo credo zakłada wiarę w ewolucję, w nieodwracalny postęp wszechświata. O. Calmel odpowiada że de Chardin w swoim zaślepieniu zapomina o istnieniu dwóch miast: miasta Bożego i miasta, które tworzą osoby w służbie księcia ciemności. Zapomina że to Wcielenie Syna Bożego znaczy pełnię czasów, że to Jezus Chrystus przyniósł i wskazał dobro ostateczne i najwyższe. Mit ewolucji, jak zauważył o. Calmel, prowadzi do zamętu odejścia od celu ostatecznego w stronę ideologii doczesnych, nawet takich jak komunizm, gdyż zrównuje się doczesny postęp z drogą ku świętości, umiłowanie człowieka ze świętością, badania naukowe z czcią Boga. Uświęcenie jest rozumiane jako służba na rzecz rozwoju ludzkości. Jak zauważał w tekście z lipca 1962 roku teoria postępu de Chardina odpowiadała w pełni propagandzie globalistycznej, w której: „najohydniejsze występki są nam przedstawiane jako coś normalnego, jesteśmy zapewniani że najpotworniejsze instytucje totalitarnego etatyzmu stanowią postęp społeczny. Prasa, propaganda, system policyjny, edukacja narodowa, narodowy system poboru są zorganizowane w taki sposób że każdego dnia coraz bardziej zmuszają nas by dobrem nazywać zło, ciemność – światłem”. Jednocześnie w tym samym „właściwym” momencie aby dokończyć całkowite rozmycie wszystkiego proponuje się katolikom integralny ewolucjonizm Teilharda (cyt. za – jak wyżej, s. 278).

O. Calmel zauważał również zjawisko używania autorytetu duchownych i posłuszeństwa do niszczenia porządku katolickiego, do skłaniania wiernych świeckich by rezygnowali z zaprowadzania społecznego panowania Chrystusa Króla. Jak zauważał świeccy katolicy po bierzmowaniu są pozostawiani przez kapłanów samym sobie, na pastwę bezbożnego świata i bezbożnego życia społecznego. Wielu księży zachowywało się jakby byli sentymentalnymi i idealistycznymi pracownikami organizacji mającej za zadanie promowanie postępu krajów nierozwiniętych, jakiejś „jankeskiej” organizacji humanitarnej, która ma zapewnić „rozwój” całej planety.

Komunizm, wedle o. Calmela, do starych bożków: pieniądza, żądz, władzy dodawał podporządkowanie ich nowemu kultowi kolektywu, zbiorowości ludzkiej i jej dziejów. Było to jeszcze przed encykliką Jana XXIII Pacem in terris z kwietnia 1963 roku. W zepsutym systemie władzy politycznej o. Calmel upatrywał apokaliptyczną bestię wychodzącą z morza, w fałszywej filozofii – bestię z lądu. Obie znalazły połączenie w komunizmie.

Jak uważał współczesne czasy z uwagi na egoizm, tchórzostwo, zatwardziałość serc, łatwe uleganie pokusom nie unikną kary na jaką zasługują. Nie oznaczało to jednak dla o. Calmela poprzestanie na posępnych rozważaniach i przeżuwaniu trucizny. Odbudowa chrześcijaństwa i jego instytucji – cywilizacji godnej Chrystusa Króla, wymagała, jak zauważał, robotników wysokiej próby – począwszy od kapłanów oraz budowania na mocnym fundamencie prawdy, łącznie z powrotem do realistycznej filozofii.

Tymczasem rozpoczęło się zgromadzenie, które przeszło do historii jako Sobór Watykański II. Do Rzymu pospieszyli m.in. o. Congar i o. Chenu, zwłaszcza ten pierwszy miał wywrzeć istotny wpływ na przebieg obrad, w tym wielkie otwarcie na “ekumenizm” i relacje z innymi religiami. O. Calmel obserwował je z rezerwą ale z nadzieją, że, przynajmniej, mimo osłabienia języka, papież Jan XXIII nie dopuści do nauczania herezji. Jednocześnie krytykował nową teologię i wprowadzany przez nią zamęt, w opozycji do Chrystusa jako Prawdy i prostego tak, tak, nie, nie, którego oczekiwał od swoich uczniów mających być światłością świata. Krytykował złudzenia jakie niosła, albo po prostu udawanie – jakby Kościół nie miał już wrogów i jakby świat wreszcie pojednał się z Chrystusem. Potępiał język dwuznaczny i zwodniczy, przegadany, uciekający od prawdy, próbujący odzierać z nadprzyrodzoności to co nadprzyrodzone, redukować tajemnice Wiary do poziomu naturalnego. Przestrzegał przed chrześcijaństwem bez Wiary.

Trąbiącym o „duszpasterskim” charakterze zgromadzenia odpowiadał że każde autentyczne dzieło duszpasterskie nieuchronnie zakłada potępienie błędów albowiem na tym świecie grzeszników, głoszenie prawdy objawionej przez Boga jest nierozłączne z potępieniem błędów szerzonych przez szatana. Zło powinno zostać ujawnione i potępione bez względu na to czy polega na grzechu danego człowieka, czy na złu polityki czy wreszcie przewrotnych organizacji działających wewnątrz Kościoła. Nienawiść świata, która może być odpowiedzią na powyższe, zapowiedział już Chrystus (J 15,18).

Bolał go aplauz świata wobec encykliki Pacem in terris, jako rozbrzmiewający po słowach nie mających nic wspólnego z posługą namiestnika królestwa łaski Bożej, pochodzący od zwolenników laicyzmu i sekularyzmu. Zauważał problem nowego „cezara” porządku powojennego – Pax Romana początków chrześcijaństwa zastąpił Pax americana. Jak wskazywał u jego podłoża leży odmowa uznania grzechu oraz przyjęcia konieczności nawrócenia. „Szatan bardzo gorliwie działa by zorganizować świat na sposób Pax americana – całkowite oswojenie ludzi przez państwo stanowi wciąż najlepszą metodę jaką znalazł by zrealizować swój plan”. W efekcie nawet wśród kapłanów wielu nie wierzy ani w Boga, ani w diabła, lekceważy doktrynę, głosi globalizację czyli „humanitarne” zarządzanie planetą w miejsce życia wiecznego.

(cytaty z tekstów o. Calmela za o. J.D. Fabre: Le Père Roger-Thomas Calmel 1914-1975, Un fils de saint Dominique au XXc siècle, wyd. 2015)

podobne tematy:
O. Roger Calmel OP: Maska Novi Ordinis
O. Roger Tomasz Calmel OP: Chimera ekumenicznej jedności
Dzieci braci Rogerów
O. Roger Tomasz Calmel OP: Apologia św. Piusa V [fragmenty]
O. Roger Tomasz Calmel OP: O Kościele i papieżu
O. Roger Tomasz Calmel OP o czasie próby
O. Roger Tomasz Calmel OP – Synowie Kościoła w czasie kryzysu
O. Roger Tomasz Calmel OP – Matka Boża w czasach Antychrysta
O. Roger Tomasz Calmel OP o Fatimie
O. Roger Tomasz Calmel OP – Kościół jest większy niż papież
O. Roger Tomasz Calmel OP – Aktualny modernizm
O. Roger Tomasz Calmel – Mgły rewelacjonizmu i światło Wiary
O. Roger Tomasz Calmel OP – Nie stawiajcie przeszkód
O. Roger Tomasz Calmel OP: Teologia historii (1)
O. Roger Tomasz Calmel OP – Teologia historii (2)
O. Roger Tomasz Calmel OP – Teologia historii (3)
O. Roger Tomasz Calmel OP – Teologia historii (4)
O. Roger Tomasz Calmel – Teologia historii (5)
O. Roger Calmel OP: Kościół walczący
O. Roger Calmel OP: Teologia historii [fragment]

22K
marshal76 shares this
664
V.R.S. shares this

O. Calmel zauważał również zjawisko używania autorytetu duchownych i posłuszeństwa do niszczenia porządku katolickiego, do skłaniania wiernych świeckich by rezygnowali z zaprowadzania społecznego panowania Chrystusa Króla. Jak zauważał świeccy katolicy po bierzmowaniu są pozostawiani przez kapłanów samym sobie, na pastwę bezbożnego świata i bezbożnego życia społecznego. Wielu księży zachowywało się jakby byli sentymentalnymi i idealistycznymi pracownikami organizacji mającej za zadanie promowanie postępu krajów nierozwiniętych, jakiejś „jankeskiej” organizacji humanitarnej, która ma zapewnić „rozwój” całej planety.

929
V.R.S.

Módlmy się za kapłanów "indultowych" żeby odnaleźli Bożą wolę w rzeczywistości po piątkowym motu proprio.

Bos016